Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Rozdział VII - część druga
Szablon wykonany
przez
Swanheart






Kilka słów
Spis postaci
O świecie
Autorka








Przebiegło: 19545 cieni
Dodaj do Ulubionych





Podążaj ścieżką…
Pełną piór
Przez drzwi
Na koniec świata
Drabiną do nieba
Wśród deszczy Nemm
Popijając cygańskie wino
Póki nie zapadnie zmierzch

Oceny
PWN
Wulkaniczne
Marking stories
Ława przysięgłych
Poczochrane oceny
Ocenimy Doradzimy
Kompania ocenowa




Moje
Kryptonim: Krokodyl
Czas Soli




Zaśpiewał wiatr


Rozdział VII - część druga

Kukułka - część II

Nadchodził czas zmian.
Gdzieś w głębi jej serca narastał strach. Usiłowała odsunąć od siebie złe przeczucia, zapomnieć o snach dręczących ją już od miesięcy, o dziwnych wypadkach, mających miejsce na terenie całego Sprzysiężenia. I nie mogła. Bo choć krew jej ojca znacznie przerzedziła krew matki, to ta wciąż krążyła w jej żyłach, nieważne, jak bardzo starała się temu zaprzeczyć.
Kim ja właściwie jestem?
Jak wielką zbrodnię popełniła jej matka? Jak wielką zbrodnię popełniła ona sama?! Na jaki los skazywała swojego syna?
Nadchodził czas zmian.
Kiedy czarne oczy Deiuse spoglądały w przyszłość, widziały tylko ciemność. Zbliżał się Kaletha Adena, a kiedy on przychodził, nic już nie było pewne. Oprócz tego, że wszystko się zmieni, a droga prowadząca do tych zmian będzie krwawa. Tak, jak pół wieku temu, podczas buntu Elinora. Tak, jak przed trzystu laty, podczas wojny z zamorskim Keilen. Tak jak tysiące lat temu, gdy trwały wojny ze smokami.
Każdy, komu przyjdzie żyć w Kaletha Adena, każdy, którego życie przypada na czas zmian, jest w pewien sposób przeklęty.
Ale czy ona nie została przeklęta jeszcze przed swoim narodzeniem?
Czas zmian. Co przyniesie Deiuse, jej synowi i mężowi?
Popełniła błąd, oddając swoją rękę potężnemu wojownikowi, choć przecież wiedziała, jak wiele ich dzieli. Ale wtedy nic się dla niej nie liczyło. Nie obchodziło jej gadanie ludzi na dworze, oburzenie ojca, grożącego, że ją wydziedziczy. W końcu ona była piękną, osiemnastoletnią dziewczyną, obdarzoną majątkiem i dobrą pozycją na dworze, wykształconą i inteligentną, uchodzącą za jedną z najlepszych partii. A kim był Uren? Wtedy jeszcze zwykły wojownik, starszy od niej o prawie dziesięć lat, niewykształcona sierota, którą wychowywał brat, nawet niespecjalnie przystojny, zarabiający na życie jedynie swą biegłością w wojennym rzemiośle. Od kiedy skończył piętnaście lat, utrzymywał się przecież z walki. Deiuse nie obchodziła wtedy pozycja Urena, liczył się dla niej tylko fakt, że miał dobre serce i przede wszystkim – naprawdę ją kochał. Zapomniała wtedy nawet o głosie swojej krwi, zapomniała o swojej matce, która całe życie żyła w strachu i umierała w lęku o swoją córkę i męża. Co jeśli jej ukochany odkryje, kim była ona i ich dziecko? Co jeśli tamci kiedyś przyjdą po swoje? W końcu ojciec szarookiej Malen, matki Deiuse zawsze powtarzał swojej małej córeczce, że zdradę może zmazać tylko krew.
Teraz, kiedy wiele kobiet zazdrościło Deiuse dzielnego, sławnego męża, prawej ręki Erielusa, kiedy ojciec z dumą przedstawiał wszystkim swego wnuka i chętnie widział zięcia w progach posiadłości rodowej, ona przeklinała swoją matkę i siebie samą.
Bo zdradę może zmyć tylko krew. A ona nie miała dość sił, by ochronić swego syna. Uren był zdolny kruszyć kamienie gołymi rękami, ale jeśli dziad Deiuse odkryje, że to ta czarnooka kobieta jest jego wnuczką, że to mały, wesoły chłopiec jest jej synem, jeśli zechce zniszczyć to plugastwo, potomków zdrajczyni, która zbezcześciła ich krew, zapomniała o swoim dziedzictwie, nawet Uren nic nie da rady zrobić… może powinna była żyć sama, może powinna była nawet odebrać sobie życie, tak jak zrobiła to matka. Może…
- Mamo! Mamo! Tata wrócił!
Kiedy zapominając o swojej godności damy dworu, córki szlachetnego rodu Karen, popędziła za ciemnookim Kolenem na zamkowy dziedziniec, zapomniała o wątpliwościach. Miała syna i męża, obu kochała, a gdy byli przy niej, nic nie miało znaczenia.
Nawet czas zmian, niosący ze sobą ciemność i krew.
*

- Kukułeczko, czy ty naprawdę musisz mieć zawsze rację? - spytała Nollinae, wpatrując się w przyjaciółkę oskarżycielskim wzrokiem. W komnacie siedziały one dwie oraz Tar i Sokolny. Trzon Rady Magów. Najwięksi intryganci w Sprzysiężeniu, którzy chyba wreszcie natrafili na godnych przeciwników.
- Nic nie poradzę na to, że jestem genialna - powiedziała Kukułka, wzruszając lekko ramionami. Siedziała w miękkim, ogromnym fotelu i beztrosko machała nogami, które nie sięgały podłogi. Obrazek zdecydowanie niezbyt pasujący do sytuacji, w jakiej się znaleźli.
Silenka stwierdziła, że jak na jej gust, Jule w ciągu całego swojego życia ani razu nie użyła magii. Nie mogła mieć oczywiście zupełnej pewności, ale było to wielce prawdopodobne. Tar jeszcze raz przeprowadził sekcję, tym razem bez asysty Bielanki (w końcu lepiej nie wprowadzać młodzieży w takie sprawy) i potwierdził, że ślady po potencjale magicznym mogły zostać umieszczone w ciele kapłanki sztucznie. Do tej pory uznawał jednak coś takiego za niemożliwe i nie znał żadnego czaru, który mógłby to spowodować. Z drugiej jednak strony żadne z nich nie znało czaru, który mógł odebrać magię.
- Co za skromność - zakpił Sokolny, zajmujący drugi fotel. Żona siedziała mu na kolanach, natomiast Tar stał przy oknie, tyłem do nich, wpatrując się w panoramę stolicy Yess, doskonale widocznej z wieży, tradycyjnie powierzanej nadwornym magom w tym zamku.
- Podsumujmy - stwierdził, wciąż nie odrywając wzroku od zabudowań. - Mamy kogoś, komu zależało na zlikwidowaniu czarodziei. Wybierał głównie tych, którzy mieszkali na dworach królewskich, więc całkiem możliwe, że zależało mu na zniesieniu magicznej obrony władców.
- Ten ktoś dysponuje nieznaną nam magią i jest wyjątkowo potężny - weszła mu w słowo Kukułka, odginając jeden paluszek prawej ręki, jakby coś liczyła. - Niewykluczone też, że jest jednym z członków Rady. Co więcej teraz całkiem sprytnie podrzucił nam Jule, jako kozła ofiarnego.
Trzy paluszki małej magini zgięły się. Zanim zdążyła dołączyć do nich dwa pozostałe, znów przerwał jej Tar, jakby czytając jej w myślach. Oni intrygi mieli we krwi i często zdarzało im się, że jedno kończyło wypowiedź drugiego.
- To z kolei albo miało uśpić naszą czujność, albo świadczy o tym, że zabójca zakończył swoją misję, przynajmniej chwilowo i chce oddalić od siebie podejrzenia.
Kukułeczka westchnęła cicho, opierając główkę o oparcie fotela i przymykając oczy. Tar wreszcie odwrócił się od okna i spojrzał na pozostałych. Sokolny obejmował Nollinae ramieniem, jakby już teraz chciał bronić jej przed niewidocznym zagrożeniem, a mała magini wydawała się jeszcze bardziej dziecinna i bezbronna niż zwykle. Oczywiście były to tylko pozory, z całą pewnością jednak musiała się czuć zmęczona tą sytuacją.
- Znów trzeba zwołać Radę - powiedział Sokolny w zamyśleniu. - Należałoby też sprawdzić podejrzanych przy pomocy Silenki. Poza tym skoro ktoś chciał, żeby dworu królewskie zostały bez ochrony, nie możemy na to pozwolić. Kukułko…
- Nie!
Ten sam okrzyk wyrwał się z ust nie tylko Kukułeczki, ale także Tara. Oboje domyślili się, co chce zaproponował Sokolny. Spojrzeli po sobie nieco zdziwieni tym, że są nagle tak zgodni w tym punkcie.
- Sądzę, że chwilowo nikogo nie powinniśmy wysyłać do Ness, przynajmniej nie oficjalnie - powiedział w końcu Jaworny. - Tam zginęli wszyscy i tam to się zaczęło. Trzeba posłać tam kogoś incognito. Kukułka jest… zbyt charakterystyczna.
- Powiedz od razu, że jestem małym skrzatem, którego nie da się z nikim pomylić - prychnęła czarodziejka, uśmiechając się pod nosem. - W każdym razie, nie wybieram się do Ness. Chwilowo mam zamiar wpakować się wam na głowy, Nolly. Przykro mi, nie spędzicie zbyt wielu upojnych chwil we dwójkę. Potem mogę ewentualnie przejąć praktykę w Vress, w końcu Tar nie jest oficjalnie nadwornym magiem.
- Dlaczego? - zdziwiła się Nollinae. - Oczywiście, będzie wspaniale mieć cię obok, ale…
- Ale jesteście w cholernym niebezpieczeństwie, a ja nie mam zamiaru pozwolić, żeby coś przytrafiło się moim przyjaciołom - oznajmiła Kukułka, głosem nie znoszącym sprzeciwu. - Magię mogą nam odebrać, ale nie moc moich mikstur.
Jeśli ktoś był naprawdę dobry w alchemii, mógł wiele osiągnąć za jej pomocą. Od czasu, gdy to wszystko się zaczęło, ciągle nosiła przy sobie różne specyfiki. Trujące, wybuchające, oślepiające, duszące… wysmarowywała też nimi kawałki podłogi w swoim domu i miała zamiar to samo zrobić tutaj.
- Zresztą, mam jeszcze jeden pomysł. Czy któreś z was słyszało o Uroku Cieni?
Nollinae pokręciła szarowłosą główką, Sokolny wzruszył lekko ramionami. Tylko zmieniający się wyraz twarzy Tara świadczył o tym, że on owszem, słyszał.
- Cienisty kiedyś mi o nim opowiadał - stwierdził, przypatrując się Kukułce z zastanowieniem. - To jest naprawdę bardzo stara magia, nie przypomina naszych zaklęć. Żeby go rzucić potrzeba ogromnej ilości mocy i starannego przygotowania. Nikt nie używał Uroku Cieni od lat.
- My go użyjemy - zapowiedziała mała magini. - Musimy obliczyć, ile mocy będzie potrzeba i wybrać ludzi.
- Wybacz, ale nie przechowały się żadne źródła, które mówią, jak rzucić ten urok - zwrócił jej uwagę Tar. Kukułka prychnęła cicho.
- I ty w to uwierzyłeś? Cienisty ma te zapiski! Kiedyś, gdy jeszcze odbywaliśmy u niego praktyki, znalazłam parę interesujących notatek… no i tak jakby zrobiłam kopię.
- Ty wiedźmo, nic mi nie powiedziałaś! - zawołała Nollinae, tonem pełnym oburzenia, a jednocześnie pewnego podziwu. Nie każdy odważyłby się grzebać w prywatnych papierach Cienistego. - Jesteś… no niemożliwa po prostu!
Mała magini zrobiła niewinną minkę i uśmiechnęła się leciutko.
- Najgorzej, że teraz nie mamy dość odpowiednio potężnych i zaufanych ludzi - powiedziała po chwili, znów smutniejąc. Gdyby Goren żył, a Chmura nie wyparował, zapewne zostaliby zaproszeni, ale teraz mogli mieć problem.
- Weźmiemy tę twoją Silenkę i tak już ją wciągnęliśmy w całą sprawę, a jej wizje mogą okazać się przydatne - stwierdził Tar, robiąc w myślach szybki przegląd wszystkich znanych sobie magów. - Cienisty mógłby się nie zgodzić, on jest przeciwnikiem takiej magii, więc odpada. Możecie porozmawiać z Aresną, zawsze was lubiła. Prawdopodobnie możemy też poprosić o pomoc Niklę.
- Tak, Nikla będzie dobra - powiedziała Nollinae. - Goren kiedyś ją uczył i miałam okazję ją nieźle poznać. Gdyby to ona miała coś wspólnego z morderstwami, na pierwszy ogień poszłyby jej nauczycielki z Nimenu.
Nikiel została wydalona z akademii i gdyby Goren nie wziął jej na uczennicę, miałaby zniszczoną karierę. Wspomnienie tamtego wydarzenia wciąż ją bolało, nawet teraz po ponad trzydziestu latach.
- Na wszelki wypadek Silenka jeszcze ją sprawdzi - powiedziała Kukułka. Jakby nie było, lepiej dmuchać na zimne. W tym wypadku musieli mieć absolutną pewność. Żadnych wątpliwości.
- No dobrze. To skoro wszystko ustalone… kiedy przeniesiesz swoje rzeczy? Zobaczysz, będzie nam się wspaniale razem mieszkało. Na początek urządzimy wielką bitwę na poduszki! - zaśmiała się Nollinae, swobodnie przeskakując z poważnych dyskusji o sprawach magii, na pogaduszki towarzyskie. - Musimy też pójść poflirtować z okolicznymi młodzieńcami, jak za starych, dobrych czasów.
- Nolly! - jęknął Sokolny, który aż za dobrze wiedział, że jego żona wcale sobie nie żartuje.
- Nie marudź, jesteśmy kobietami, mamy to we krwi. W ogóle to idź sobie gdzieś z Tarem, upić się, czy co tam robią mężczyźni w czasie wolnym, a ja pójdę z Kukułką, pomóc się jej spakować.
Nollinae zeskoczyła z kolan męża, objęła Kukułkę i razem wyszły z komnaty, aby na zewnątrz uformować portal. W samej wieży, chronionej skomplikowaną siecią zaklęć, nie było to możliwe.
Właściwie to Kukułeczka nie potrzebowała pomocy w pakowaniu. Była typem osoby, która nigdzie nie zagrzewała zbyt długo miejsca i nie posiadała zbyt wielu rzeczy. Jej skromny dobytek można było spokojnie spakować jednym zaklęciem. Tylko składniki do mikstur sprawiały więcej kłopotów, ale i nimi można było dość łatwo się zająć. Cóż, rodzice dali swojej córce właściwe imię. Latała po świecie jak ptak i tak, jak kukułki, nie budowała gniazd.
*

Wiatr niósł ze sobą słodką woń kwiatów i białe płatki. Wirowały w powietrzu, skąpane w bladym świetle księżyca, potęgując dziwne wrażenie nierzeczywistości. Stała na wzgórzu, wdychając upajający zapach i wpatrywała się w białe, kwieciste morze, rozciągające się u jej stóp.
- Co tutaj robisz?
Odwróciła się, zaskoczona, że w tym miejscu rozległ się ludzki głos. Miała dziwne wrażenie, że do łąk białych kwiatów po prostu nie pasowały żadne żywe istoty. Nikt, kto znał ludzką mowę, nie powinien tu się znaleźć. To po prostu… wydawało się dziwnie nieodpowiednie.
- Co tutaj robisz? - powtórzyła dziewczyna siedząca na gałęzi drzewa rosnącego na samym szczycie wzgórza. Gdy tylko uniosła wzrok, by na nią spojrzeć, natychmiast zrozumiała, że ta panna o białych włosach zaczesanych w dwa warkocze, trzymająca w dłoni kwiat, pasuje tu wręcz idealnie i wcale nie jest obca. Białowłosa wydawała się wręcz nieodłączną częścią krajobrazu.
- Ja… nie wiem.
- A kim jesteś?
Myśli rozbiegały się na wszystkie strony i nie mogła ich złapać. Miała niejasne wrażenie, że nie przydarza się jej to po raz pierwszy. Ktoś już chyba zadał jej kiedyś to samo pytanie, a ona nie wiedziała, co powinna odpowiedzieć…
Gdzieś odnalazła słowa, których wtedy użyła, ale teraz wydawały się dziwnie nieodpowiednie. Nie określały jej naprawdę. Dlatego mocno się skupiła, usiłując przypomnieć sobie, jak właściwie ma na imię.
- Jestem… Naoise - przedstawiła się niepewnym tonem. - A ty?
Dziewczyna przez parę chwil milczała, bawiąc się białym kwiatem trzymanym w dłoni.
- Czasem nazywają mnie Panią Cienia.
W głowie Naoisette pojawiło się mgliste wspomnienie ilustracji, widzianej dawno temu w jakiejś bardzo starej książce. Kobieta na niej przedstawiona także miała długie, zupełnie białe włosy, a nawet trzymała w rękach podobny kwiat.
- Czy jesteś śmiercią? - spytała w końcu, zastanawiając się, dlaczego nie odczuwa lęku.
- Nie. Jej teraz tutaj nie ma.
Wraz z podmuchem wiatru oderwał się jeden z płatków kwiatu trzymanego przez Panią Cienia. Zleciał powoli w dół i wpadł prosto w wyciągnięte ręce Naoisette.
- I ciebie też nie powinno cię tutaj być, Naoise. To nie twoje miejsce.
- Moje miejsce…
Jeśli nie tutaj, to gdzie znajdowało się jej miejsce? Gdzie miała go szukać? Jak do niego trafić?
- Uwierz, nie chciałabyś tu zostać - zapewniła ją Pani Cienia, a na jej drobnej twarzy pojawił się lekki uśmiech. - To nie dla ciebie, Naoise. Ty powinnaś normalnie żyć… przynajmniej w najbliższym czasie.
- To kraina śmierci? - spytała Naoisette, spuszczając wzrok na biały płatek, który trzymała w dłoniach.
Może to dziwne, ale nie odczuwała strachu. Tutaj nie było już ani lęku, ani nawet zdumienia. Tutaj… nie powinno być niczego oprócz białych kwiatów i postaci, za którą co jakiś czas zupełnie nieświadomie rozglądała się Naoise. A jednak, ona tutaj stała, na wzgórzu wśród białych kwiatów i rozmawiała z Panią Cienia. Sama Pani zaś wydawała się w pewnym należeć do tego miejsca
- Zależy, czy pytasz o śmierć czy o Śmierć.
- Nie rozumiem cię.
- Niewielu ludzi mnie rozumie. Prawdę mówiąc żaden - zaśmiała się cicho Pani Cienia i zeskoczyła z drzewa. Gdy jej stopy dotknęły ziemi, nie rozległ się jednak żaden dźwięk, zupełnie jakby była lekka niczym piórko.
- Znikaj, Naoise - nakazała, kładąc kwiat na złożonych dłoniach Naoisette, w których ta wciąż trzymała jeden, pojedynczy płatek. - Nie pasujesz tutaj.
Jej palce musnęły rękę małej księżniczki, ale ta nie poczuła nawet najlżejszego dotknięcia.
W tym momencie Naoise zauważyła, że wiatr nie porusza białymi włosami. Że pierś jej rozmówczyni nie unosi się w oddechu.
Świat dookoła rozpadł się na setki kawałków. Przez chwilę widziała jeszcze srebrne oczy Pani Cienia - która w jej wizji była już martwa, w jej teraz jeszcze nie istniała (i o ile lepiej byłoby, gdyby nigdy się nie pojawiła!) ale zaraz i one znikły.

_____________________
Od autorki:
Cóż, zdaje się, że została mi tylko jedna czytelniczka. Trochę przykre, ale cóż, trudno się mówi.
Andreo, bardzo dziękuję, że jesteś. Rozdział dla ciebie.
Pozdrawiam. ML.
znikajace-gwiazdy 25/08/2009 22:59:55 [Powrót] Komentuj

Andrea

http://druga-corka.blog4u.pl
data: 30/08/2009 14:09:44
zalogowany
IP: zalogowany
Rozdział dla mnie? Jestem zaszczycona, szczególnie, że bardzo mi się podoba!

Magowie, z jednej strony tak mądrzy i potężni, zajmujący się sprawami, których nikt nie pojmuje, z drugiej normalni ludzie. Właściwie to nie wiem, czy chcieliby nimi być, ale jakoś im to nie wychodzi. Wygląda na to, że jedynie Kukułka i Nolly, jakże zresztą ludzka!, potrafią się oderwać od spraw, które reszcie spędzają sen z powiek. Ciekawa jestem jak bardzo się boją... Chyba, że odrzucili też ten ludzki odruch :)

A Naoise? Ta część była piękna! Tak surrealistyczna, miejsce, które nie ma prawa istnieć. I ona chyba ma najbardziej przerąbane ze wszystkich ;) Jeszcze mała dziewczynka, a jej życie jest rozdzierane, nie wie kim jest, nie wie jakie jest jej przeznaczenie... I nie ma nikogo, kto by jej pomógł. Co z niej wyrośnie?

Pozdrawiam i życzę weny! Uwielbiam Twoją wielowątkowość, która mimo wszystko nie zamazuje obrazu, postacie, które są żywe... Więc kontynuuj i nie zrażaj się!

Andrea