Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Zanim zgasną gwiazdy...
Szablon wykonany
przez
Swanheart






Kilka słów
Spis postaci
O świecie
Autorka




Spis treści

Prolog: O zmierzchu
1.1. W ogniu
1.2. W ogniu
2.1. Tylko jeden krok
2.2. Tylko jeden krok
3.1. Opętanie
3.2. Opętanie
4.1. Nici w gobelinie
4.2. Nici w gobelinie
5.1. Sen o skrzydłach
5.2. Sen o skrzydłach
6.1. Aż do końca
6.2. Aż do końca
7.1. Kukułka
7.2. Kukułka
8.1. Bez powrotu
8.2. Bez powrotu
9.1. Nadszedł czas
9.2. Nadszedł czas
10.1. Sanktuarium
10.2. Sanktuarium
11.1. Smocza Pieśń
11.2. Smocza Pieśń
12.1. Wypaleni
12.2. Wypaleni
13.1. Dziewczyna zwana
Śmiercią


Wkrótce:
13.2. Dziewczyna zwana
Śmiercią
14.1. Miejsce rozdarcia
14.2. Miejsce rozdarcia
15.1. Zguba Prometeusza
15.2. Zguba Prometeusza
16.1. Czas asfodeli
16.2. Czas asfodeli
Epilog: O świcie




Przebiegło: 5235 cieni
Dodaj do Ulubionych





Podążaj ścieżką…
Pełną piór
Przez drzwi
Drabiną do nieba
Na koniec świata
Gdzie spadają anioły
Wśród deszczy Nemm
Popijając cygańskie wino
Póki nie zapadnie zmierzch

Oceny
PWN
Wulkaniczne
Marking stories
Ława przysięgłych
Poczochrane oceny
Ocenimy Doradzimy
Kompania ocenowa




Moje
Kryptonim: Krokodyl
Czas Soli




Zaśpiewał wiatr

statystyka

Rozdział XIII - część pierwsza

Dziewczyna zwana Śmiercią - I

Lubisz kwiaty?
- Nigdy nie zwracałam na nie uwagi.
Szły ramię przy ramieniu, jak najlepsze przyjaciółki, a kwiaty wydawały się w pewien tajemniczy sposób rozsuwać, tworząc dla nich przejście. Czasem gdzieś pomiędzy zielonymi łodygami dostrzegała śmigające cienie, które jednak znikały, zanim zdążyła się im lepiej przyjrzeć. Miała wrażenie, że rośliny cicho do niej szeptały i gdyby bardzo się skupiła, może nawet zrozumiałaby, co takiego mówiły.
Ja mam tylko je.
- Są piękne.
I puste, zupełnie jak ja. Jesteśmy do siebie podobni, ja i moje kwiaty. Prawda?
Białe jak śnieg, pozbawione uczuć, przywiązane do tego miejsca, gdzieś na granicy wszystkich światów.
Rośliny są najpiękniejsze, gdy otacza się je miłością. A tego jednego dla nich zrobić nie mogę.
- Ja też bym tego nie potrafiła.
My także jesteśmy do siebie podobne.
Tak. Żadna z nas nie umiałaby pokochać tych kwiatów - pomyślała dziewczyna, którą w innym miejscu zwano imieniem Asfodel. Nie powiedziała jednak tego głośno. Nie musiała, bo przecież ta białowłosa kobieta świetnie o tym wiedziała.
Żadna z nas nie umie kochać? - zastanowiła się, unosząc głowę do góry.
Nie kochała nigdy nikogo, może dlatego, że nikt jej tego nie nauczył, a może po prostu zawsze znajdowała się zbyt blisko tego świata, w którym rosły białe asfodele i jego pustka przeniknęła do jej duszy.
Nie znała matki, a ojca, żałosnego ojca, nie umiała ani kochać, ani nawet nienawidzić. Tak naprawdę nie zależało jej na kobiecie, która ją wychowywała, ani dziewczynce, z którą dorastała. Nie miała przyjaciół, rodziny, koleżanek, zaś jedyną towarzyszką była dla niej stara kobieta, z którą łączyło ją jedynie milczenie. Srebrnooki wojownik istniał jedynie jako opiekun i obrońca, choć ze wszystkich żywych istot, to on wzbudzał w niej najwięcej uczuć. Od zdenerwowania, poprzez ciekawość, aż do pewnego rodzaju sympatii.
Jeśli w ogóle była zdolna do miłości, to obdarzyła nią tylko jedno stworzenie, które nie mogło ani żyć, ani umrzeć, tego smoka, zamkniętego na wieki w błękitnym kamieniu, z którym podzieliła się wszystkim, co miała. Było to jednak uczucie nienaturalne, dziwna więź, specyficzne połączenie. Nesiv w pewnym sensie stał się częścią niej samej. Co za ironia losu! Jeśli mogła o kimś powiedzieć, że go kocha, to tylko o smoku, który jeszcze niedawno mając taką możliwość, zabiłby ją bez chwili wahania. Teraz jednak za bardzo potrzebowali siebie nawzajem.
Czasami witają mnie z uśmiechem na ustach i ulgą w oczach. Czasami sami wyciągają do mnie ramiona, błagając bym ich ze sobą zabrała. Ale nikt nigdy mnie nie kochał.
- Mnie też nie.
Głos Białej Pani był zupełnie obojętny, ale w słowach Asfodel zabrzmiała nutka goryczy. Może gdyby było inaczej, może gdyby ktoś nauczył ją kochać… ale jeśli ojciec kiedyś to potrafił, to zapomniał dawno temu, a…
Chcesz ją zobaczyć?
*

Mówią: wiatr zna wszystkie historie żywych i umarłych.
Mówią: tylko bogowie znają całą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.
Mówią: najstarsze drzewa w lasach szepcząc zasłyszane opowieści.
Nie wiedzą: tylko Biała Pani zna każdy moment, każdą myśl, każde uczucie, każdą historię żywego czy umarłego.
Nie wiedzą: cienie tańczące wśród asfodeli opowiadają im o swoich losach, krew, którą wypiły kwiaty mówi o przeszłości, głos Białej Pani szepce dla nich opowieści o tych, którzy żyli, żyją lub żyć będą.
(Chce, żeby jej kwiaty były piękne, a nie umie ich kochać, więc stara się poświęcać im dużo uwagi. To pozwala trochę, tylko troszeczkę zmniejszyć pustkę. I snuje prawdziwe historie, bo brak jej wyobraźni, by móc tworzyć baśnie)
Może po to istnieje życie. Aby mogła o nim opowiadać swoim kwiatom.
*

Słuchaj. Patrz. Czuj.
*

Chcesz ją zobaczyć?
(Była jedną, wielką niewiadomą)
Rude włosy, szare oczy, uśmiech na twarzy, nucona kołysanka, dłoń głaszcząca brzuch.
(Kochałaby cię i właśnie dlatego musiała umrzeć)

Pragnęłaś kiedyś zrozumieć: dlaczego?
(Był żałosnym stworzeniem, nad którym mogła się tylko litować, bo zabrakło jej siły do nienawiści)
Czarne włosy i zielone oczy, tak podobne do jej własnych. Wyciągał ręce, aby objąć żonę, lecz ramiona natrafiły na pustkę.
(Kochał ją i to odebrało mu chęć do życia)

Pokazać ci Tancerkę? Każdy kwiat zna jej historię.
(Była pustym imieniem i cieniem pośród drzew)
Jasny warkocz, wypłowiała sukienka, piegowata buzia. Tańczy, tańczy szybko i lekko, och, jak pasuje do niej imię Ayenbell.
(Kochała go i tak miłość sprowadziła na nią śmierć)

Chciałabyś go poznać?
(Był zagadką bez rozwiązania)
Srebrne oczy, uśmiech na twarzy, tak mądry i tak potężny. Mógłby być królem świata - gdyby tylko zechciał. Wystarczyło mu jednak niebo nad głową i jej jasne warkocze.
(Kochał ją i przez to coś w nim umarło, gdy ją utracił)

Chcesz się dowiedzieć?
(Był ogniem, który powoli ją spalał, jednocześnie chroniąc przed chłodem)
Jego łuski skradły barwę letniemu niebu i są tylko o ton jaśniejsze niż te, należące do jego pani. Nesiv, Nesiv, Ostatni Królu Smoków, Głupcze nad głupcami, patrz, patrz, straciłeś swoją piękną panią, straciłeś malca o łuskach koloru nocnego nieba.
(Kochali go, a on odszedł, choć nie musiał)
*

To tutaj.
- Wiem - szepnęła Asfodel, nie mając pojęcia, dla kogo przeznaczone są jej słowa.
Pamięć i opowieści.
Kochałaby cię i dlatego musiała umrzeć.
Dziewczyna przymknęła oczy, usiłując zachować w pamięci wspomnienie tamtych szarych oczu. Sama nie była pewna, dlaczego, ale nie chciała pozwolić, aby ten obraz zbladł, znikł i uleciał, jak wiele przed nim.
Nie płacz, siostrzyczko.
- Wszystko w porządku - zapewniła, ocierając twarz ręką. Po brudnych policzkach spłynęło parę słonych łez, ale szybko wyschły. Kiedy właściwie ostatni raz płakała? Czy kiedykolwiek się jej to zdarzyło? Nie mogła sobie przypomnieć. Zresztą nawet jeśli, to z pewnością było to wiele, wiele lat temu. Jeszcze w innym życiu.
- Wszystko w porządku - powtórzyła. Naprawdę wszystko było w porządku. To bolało tylko przez krótką chwilę, jedno mgnienie oka. Ukłuło gdzieś w okolicach serca, zaraz jednak przestało. Tak, miłość może boleć i zrozumiała to dopiero teraz.
- Bez niej jest łatwiej - dodała, pewna, że jej rozmówca świetnie zrozumie, co takiego ma na myśli.
My kochamy tylko opowieści.
- Nie brak ich w Sanktuarium, a Biała Pani zna tyle historii, ile jest gwiazd na niebie.
Te opowieści nie są jednak dla ludzi. Nie dla nich jest Sanktuarium, śpiew gwiazd i kraina asfodeli. A jednak, ona weszła w bramy Sanktuarium, słyszała pieśni gwiazd, znalazła się w świecie, do którego wstępu nie miał żaden człowiek i spacerowała u boku Białej Pani.
Czy to znaczyło, że już nie jest człowiekiem?
Czy właśnie to miał na myśli Temeu, mówiąc, że magowie to też nie do końca ludzie? Czy kiedy twoje uczucia przestawiają być tymi, które odczuwają inni śmiertelnicy, kiedy twoja wiedza nie jest już wiedzą człowieka, kiedy widzisz rzeczy nie dla ludzi przeznaczone, nie jesteś już człowiekiem?
Czy możesz nim być, kiedy dzielisz duszę ze smokiem, zatracając się w innym świecie, pełnym szumu skrzydeł, blasku obcych ludziom gwiazd i magicznego śpiewu?
(Skrzydeł, które zdają się być okaleczone, gwiazd znikających jedna po drugiej, śpiewu, przerywanego czasem ledwo słyszalnym płaczem)
W takim razie… kim właściwie była?
Moglibyśmy pokochać też ciebie.
- Ja nie wiem, czy mogłabym pokochać was. Jestem do niej zbyt podobna - szepnęła i nagle zrozumiała, z kim rozmawia.
Siostro?
Szept doszedł ze wszystkich stron, pełen był niepewności, niósł ze sobą ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem. Asfodel jednak nie czuła strachu. Wszystko stało się nagle jasne. Pieszczotliwie dotknęła białych płatków jednego z kwiatów, które rosły dookoła niej, pomiędzy smoczymi szkieletami. Teraz potrafiła usłyszeć ich głosy. Zrozumieć, co mówią.
I nie tylko one. Nie tylko.
- To wy - powiedziała cicho i uśmiechnęła się blado, kiedy przed jej twarzą pojawiło się ostrze miecza.
A to on.
- Witaj. Wiedziałam, że się pojawisz.
Też jesteś częścią tej historii.
Bo to tylko kolejna opowieść dla twoich kwiatów, prawda, Biała Pani?
Poczuła ostre ukłucie gdzieś w sercu, bo jakiś fragment wszechświata znów został wyrwany, coś odeszło pozostawiając po sobie tylko pustkę. To kolejna gwiazda znikła.
Było ich coraz mniej, ale prawie nikt nie umiał tego zauważyć.
*

Stała na dziedzińcu wybrukowanym białymi kamieniami. Miała niejasne przeczucie, że już kiedyś była w tym miejscu, ale wtedy uciekała przed ogniem, krzykami i pogonią, a ze wszystkich stron otaczał ją mrok. Teraz ciemności rozświetlał delikatny blask i widziała zarysy murów, wież i krużganków. O ile mogła się zorientować, znajdowała się na placu jakiegoś zamku, wyjątkowo okazałego, ale chyba nieco zaniedbanego.
Dlaczego znów tu przyszłaś? To dla ciebie niebezpieczne.
Odwróciła się gwałtownie i tak, jak się spodziewała, dostrzegła za sobą czarnego smoka o gwieździstych oczach. Dokładnie tak samo jak ostatnio błyszczały dziwnym światłem, które mogło wywołać wrażenie, że są srebrne, choć gdy przyjrzała się bliżej, dostrzegła, że ich barwa bardziej przypomina szarość. Był też równie majestatyczny i potężny… tyle, że teraz jego boki i łapę pokrywała krew.
- Ja… ja wcale nie chciałam. Co ci się stało?
Właśnie zabiłem, mała księżniczko nie z bajki. I powinnaś być mi za to wdzięczna, bo gdyby nie natknął się na mnie, pewnie zabiłby ciebie.
- Jeśli chcesz mnie nastraszyć, to ci się nie uda - oznajmiła, dumnie unosząc jasną główkę i prostując się tak, jak przystało na czarodziejkę i przedstawicielkę królewskiego rodu. Gdy jesteś maginią i księżniczką, nie należy okazywać strachu publicznie. Nieważne, że twoją publicznością jest smok. W dodatku coś podpowiadało jej, że w tej twierdzy jest zupełnie bezpieczna. Nikt nie mógł uczyć jej tutaj krzywdy, nawet ogromna bestia. - Poza tym, nie nazywaj mnie tak. Mam na imię Naoisette.
Ze smoczego gardła wydobył się bulgocący warkot, a ogromny łeb opadł w dół z niesamowitą szybkością i znalazł się tuż przed jej twarzą. Choć wiedziała, że niczego jej nie zrobi, a już na pewno nie w tym miejscu, odruchowo cofnęła się o krok.
Córka władcy Aress?
- Owszem. To ma jakieś znaczenie? - spytała, nieco zdziwiona tym, że smok zna imię nieślubnej córki króla Bystrego.
Jesteś na dworze Kamihena?
- I co z tego?
To, że umrzesz ty głupia dziewczyno! - Smok nie przemawiał już łagodnym, spokojnym głosem. Jego oczy zabłysły groźnie. - Wszyscy umrzecie, a ja jestem zbyt słaby, żeby móc ci pomóc. Uciekaj stamtąd, póki jeszcze możesz.
- Ja już nie mogę - powiedziała Naoisette stanowczo, sama dziwiąc się swoim słowom. Dopiero teraz, gdy kazano jej opuścić Ness, nagle uświadomiła sobie, ze to jest właśnie to miejsce, w którym powinna być. Że właśnie tutaj zaprowadziło ją przeznaczenie.
Niby dlaczego?
- Bo ona tu po mnie przyjdzie! - krzyknęła księżniczka poirytowana.
Ona?
- Pani Cienia.
Biała postać, która nawiedzała ją w snach, która miała nadejść wraz ze śmiercią
i zniszczeniem. Naoisette nie umiała powiedzieć, skąd wie, że ona się tutaj pojawi. Po prostu wiedziała, tak samo jak miała pewność, że słońce rano wschodzi, a wieczorem chowa się za horyzontem.
Może dlatego nie zdziwiła się, gdy smok mówił o śmierci. Ta zawsze szła u boku Pani Cienia. Tak właśnie musiało być.
Pani Cienia… tak, słyszałem to imię. Dawno temu. Skoro to ona ma przyjść po ciebie, tym bardziej powinnaś uciekać.
- Nie! - zaprotestowała Naoisette gwałtownie. - My musimy się spotkać.
Smok nie odpowiedział. Zamiast tego z czymś, co mogło przypominać westchnienie, uniósł łeb do góry i rozejrzał się. Naoisette dostrzegła na jego nodze paskudną ranę - wyglądało na to, że krew, którą był umazany, nie należała tylko do jego wroga. Podeszła bliżej i wyciągnęła w stronę szramy dłoń, ale zanim zdążyła jej dotknąć, bestia cofnęła się, wyraźnie zaskoczona.
To boli, dziecko. Wolałabym, żebyś nie dotykała.
- Chciałam ci tylko pomóc.
Ty?
Głos smoka był pełen rozbawienia i niedowierzania. Na policzkach księżniczki pojawiły się rumieńce gniewu. Jak on śmiał z niej kpić?! Tupnęła drobną nóżką i dumnie uniosła główkę, odrzucając jasne włosy do tyłu. Jeszcze nie tak dawno temu zapewne wbiłaby wzrok w ziemię, wyraźnie zawstydzona. Ba! W ogóle nie znalazłaby w sobie dość odwagi, by rozmawiać ze smokiem. Teraz jednak…
- Jestem czarodziejką i przyjmij do wiadomości, że idzie mi całkiem nieźle! Magia lecznicza jest zresztą absolutną podstawą!
Wasza moc tutaj nie działa, mała czarodziejko. Poza tym ran zadanych w Sanktuarium nie uleczy żadna magia.
- Pokaż mi to - warknęła księżniczka, pochylając się nad ciemną raną i kładąc dłonie po obu stronach szramy. Smok syknął cicho, być może z bólu, a może usiłując powstrzymać śmiech. Naoisette nie zwracając na niego uwagi, wymamrotała inkantację i pozwoliła, by moc popłynęła wzdłuż jej palców. Szło opornie, powoli, jakby coś ją blokowało, ale krew przestała lecieć, natomiast brzegi rany zrosły się, pozostawiając po sobie jedynie cienkie rozcięcie.
No, no, no - mruknął smok z uznaniem, unosząc łapę do góry i oglądając ją uważnie. Naoise uśmiechnęła się lekko, wyraźnie z siebie dumna.
Jest jednak coś w tobie, moja mała czarodziejko… może dlatego rzeczywiście Pani Cienia do ciebie przyjdzie. Choć wolałbym, żeby nigdy się nie pojawiła.
- Co właściwie o niej wiesz? - spytała szybko Naoisette, licząc na to, że może wreszcie znalazła kompetentne źródło informacji.
Pani Cienia nie należy do żadnego ze światów. Niewykluczone, że to ona wywołała Wojny Smoków, a skoro ma znów się pojawić, z pewnością wraz z nią nadejdą rzeczy bardzo nieprzyjemne. Teraz zapomnij o niej na chwilę i rozejrzyj się, moja księżniczko, która wyrosła już z bajek.
Naoisette posłusznie rozejrzała się dookoła i z pewnym zdumieniem zorientowała się, że teraz może dokładnie widzieć cały zamek. Natomiast brama, wcześniej zniszczona, wydawała się być w idealnym stanie.
Kiedy byłaś tu ostatnio, zamek był ledwo widoczny. Teraz to się zmieniło, a stało się jeszcze wyraźniejsze podczas naszej rozmowy. Pokazać ci, jak mogłoby to wyglądać? Całkiem nieźle radzę sobie z iluzjami.
Na niebie zapłonęły gwiazdy, sto razy jaśniejsze niż te, które świecą na niebie w nocy. Dziedziniec zalała fala światła, które odbiło się w oknach, dopiero co brudnych, teraz nagle krystalicznie czystych. Cały zamek wydawał się przechodzić błyskawiczną przemianę. Wcześniej odrapane krużganki wyglądały tak, jakby właśnie zakończono ich stawianie, a brakujące fragmenty rzeźb i balkonów powróciły na swoje miejsca. Ściany nie były już zniszczone, a schody zalśniły czystością. Po chwili zaczęli po nich schodzić ludzie. Piękne damy we wspaniałych sukniach, strojni panowie, zabawiający je rozmową, służba, która rozbiegła się na wszystkie strony… to wszystko wydawało się tak żywe, tak prawdziwe, że przez chwilę Naoisette była skłonna nieomal uwierzyć, że coś przeniosło ją do jakiegoś zamku.
Po chwili jednak wszystko znikło i znów powróciła zaniedbana budowla, która jednak teraz wydawała się jakby mniej zrujnowana, niż na początku ich rozmowy.
Uznaj to za podziękowanie.
- Co to właściwie było?
Coś, co może być przyszłością tego miejsca. Twoją przyszłością.
- Nie rozumiem - poskarżyła się Naoisette.
Sama musisz zrozumieć. Ja mogę ci tylko podpowiedzieć, że Sanktuarium może pokazywać nam nasze prawdziwe twarze… a to miejsce jest w pewnym sensie odzwierciedleniem ciebie.
- Nie wmówisz mi, że moja prawdziwa twarz jest odrapaną ścianą! - krzyknęła dziewczynka, nieco spanikowanym głosem i zerknęła z niepokojem na podniszczony mur. Smok wydał z siebie dźwięk, który z całą pewnością był śmiechem.
Słyszałaś kiedyś o metaforze?
- Tak. Miałam całkiem niezłego nauczyciela.
Cóż, czarodziejko, może kiedyś zrozumiesz. Zapamiętaj tylko, że ten zamek może rozpaść się w proch i zniknąć wśród ciemności, lub stać się właśnie taki, jakim był przed chwilą. Teraz zmykaj stąd i uważaj na siebie. Niech gwiazdy oświetlą ci drogę.

_____
Od autorki: Sesja + 10 wersji ZG na kompie = możliwe, że zeżarło poprawki. Sprawdzę później, wklejam zresztą tylko żeby z kolejek nie wylecieć…
Pozdrawiam. ML.


znikajace-gwiazdy 1/02/2010 14:10:23 [komentarzy 5] Komentuj