Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Rozdział V - część druga
Szablon wykonany
przez
Swanheart






Kilka słów
Spis postaci
O świecie
Autorka








Przebiegło: 18135 cieni
Dodaj do Ulubionych





Podążaj ścieżką…
Pełną piór
Przez drzwi
Na koniec świata
Drabiną do nieba
Wśród deszczy Nemm
Popijając cygańskie wino
Póki nie zapadnie zmierzch

Oceny
PWN
Wulkaniczne
Marking stories
Ława przysięgłych
Poczochrane oceny
Ocenimy Doradzimy
Kompania ocenowa




Moje
Kryptonim: Krokodyl
Czas Soli




Zaśpiewał wiatr


Rozdział V - część druga

Sen o skrzydłach - II

Coś srebrnego błysnęło tuż nad jej głową - oczy białowłosej kobiety? Obraz powoli nabierał wyraźności i wreszcie jakby za mgły wyłoniła się twarz, ale nie należała do tamtej białej królowej. Nie była ani blada, ani kobieca. Pochylał się nad nią jakiś mężczyzna w średnim wieku, ogorzały od słońca i wiatru, z posiwiałymi włosami i pomarszczoną twarzą.
Srebrne oczy, niebieskie oczy, złote oczy.
- Kim… - zaczęła i umilkła, zaskoczona tym, jak słabo brzmi jej głos. Spróbowała się podnieść, ale okazało się, że nie jest w stanie tego zrobić. Wydawało się, że całe ciało waży przynajmniej trzy razy tyle, co zwykle.
- Leż. Opatrzyłem rany, ale straciłaś dużo krwi - uspokoił ją mężczyzna. Rany? Jakie rany? Nie pamiętała, żeby została ranna. Chociaż to mogło wyjaśniać, skąd ten ból płynący wzdłuż rąk. Uniosła je do góry - przyszło jej to z trudem - i zobaczyła, że przeguby są starannie owinięte. Na materiale, którym obwiązano lewy, widać było trochę krwi. Dopiero gdy ją dostrzegła, przypomniała sobie nóż, przecinający skórę. Zaraz, chyba sama go trzymała? Usiłowała popełnić samobójstwo?
Przymknęła oczy, próbując jakoś uporządkować mętlik, który panował w jej głowie. Dopiero teraz uświadomiła sobie wreszcie, kim właściwie jest, jak ma na imię, wróciły wspomnienia z domu Fijliasa, ale wciąż nie miała pojęcia, gdzie znajduje się obecnie.
- Byłam zamknięta w pokoju… - szepnęła Asfodel, bardziej do siebie niż do mężczyzny, starając się jakoś ułożyć obrazy, szalejące w jej umyśle. - On coś wyczuł. Po drugiej stronie drzwi.
- Spokojnie. Nic nie mów - powiedział srebrnooki, dotykając czoła dziewczyny. Płonęło gorączką. - Użyłem mikstury magów, ale powinnaś trochę odpocząć. Śpij.
Po drugiej stronie drzwi… - pomyślała, posłusznie zamykając oczy, ale nie zasypiając.
Nie mogłam wyjść, bo ktoś zamknął mnie na klucz. Zaraz, to był chyba Evlin. Fijlias nie chciał, żebym pokazywała się gościom… ale On wyczuł coś w krwi jednego z nich. Musiałam tam pójść. Wzięłam nóż i… dlaczego właściwie to zrobiłam? Próbowałam się zabić?
Nie mogła znaleźć żadnych powodów, dla których miałaby pociąć się nożem. A jednak, właśnie to zrobiła i wszystko, co działo się potem, było jakby zamazane, niewyraźne. Pamiętała, że przez chwilę czuła chłód i dziwną pustkę, ale potem wypełniło ją zdumienie, niecierpliwość, ból, chyba nie będące jej własnymi uczuciami.
Jak stamtąd wyszłam? Jak się wydostałam?
Okno? To nie było tak wysoko. Być może przez nie wyskoczyła i jakimś cudem się nie połamała. Nie miała pewności, bo następne co pamiętała to już Fijlias, próbujący wyprowadzić ją z jadalni. Nic dziwnego, Asfodel nie tylko pokazała się gościom, ale była jeszcze cała pokrwawiona.
Srebrne oczy, niebieskie oczy, złote oczy.
- Jesteś taki jak oni - powiedziała, otwierając powieki i wpatrując się w twarz mężczyzny, a właściwie jego oczy, równie niezwykłe i równie przerażające, jak błękitne tęczówki Teris, złociste spojrzenie ciemnowłosego chłopaka, pustka w niebieskich oczach Fijliasa.
- Jak kto?
- Teris i Fijlias.
Srebrne oczy, niebieskie oczy, złote oczy.
Niesamowite, obce, nieludzkie.
- Nie znam ich - oświadczył mężczyzna. Nie znał Fijliasa? W Valingradzie podobno każdy go zna. Chwila, to oznaczałoby, że już nie jest w Valingradzie. Asfodel zdecydowała się jednak odłożyć ten problem na później. Co innego teraz zaprzątało jej umysł.
- Jesteś… - umilkła, zastanawiając się, jak go określić. W końcu przypomniała sobie, jak nazwała ciemnowłosego chłopaka w jadalni Fijliasa. - Synem Pierwszej Krwi.
- Tak, jestem - odezwał się po dłuższej chwili milczenia. - Śpij wreszcie, uparta panno. Mało brakowało, a wykrwawiłabyś się na śmierć. Porozmawiamy rano.
Asfodel miała ochotę zapytać jeszcze o bardzo wiele rzeczy, ale powieki same jej opadały. W końcu przestała walczyć ze zmęczeniem i pogrążyła się we śnie pełnym skrzydeł.
Temeu wpatrywał się w śpiącą dziewczynę. Wyglądała zupełnie zwyczajnie, rudowłosa, wychudzona, blada, niezbyt ładna, niczym niewyróżniająca się z tłumu. Szukał w niej magii i nie znalazł. Nic. Ani odrobiny. Nigdy nie byłaby w stanie rzucić choćby najprostszego zaklęcia. Właściwie to było wręcz dziwnie, bo wszyscy ludzie, ba, wszystko, co żyło, każde zwierzę, ptak, drzewo, każde stworzenie, posiadało gdzieś głęboko przynajmniej najmniejszą iskierkę tej mocy. Nie ona. Dla tych zmysłów, które wyczuwały magię, pozostawała białą plamą, zupełnie jakby nie istniała. Dlatego Temeu w pierwszej chwili był praktycznie pewien, że to już się stało i dziewczyna nie żyje. Zresztą jeszcze chwila, a prawdopodobnie rzeczywiście by umarła.
- Nesiv - mruknął cicho, przenosząc wzrok na niebieski medalion. Moc wręcz szalała w jego wnętrzu, choć wedle wszelkich praw powinna pozostawać w uśpieniu, oczekując na Zakonnika, który zdoła do niej sięgnąć. Została jednak obudzona… niestety wraz z duszą smoka, oszalałego z bólu i rozpaczy.
Być może właśnie ten kompletny brak jakiejkolwiek magii czynił dziewczynę tak podatną na wpływ Nesiva. Prawdopodobne była jak puste naczynie, które można dowolnie wypełniać. Kiedyś… bardzo, bardzo dawno temu… natknął się na takich ludzi. Dwoje dzieci zmarło jeszcze zanim zdążyło nauczyć się chodzić, a jasnowłosa dziewczyna żyła tylko dlatego, że ktoś inny karmił ją swoją magią.
Ta panna jednak jakoś przeżyła aż do tej pory, zaś jej nić czerwona od krwi wplatała się w skomplikowany wzór. Gdyby tutaj umarła, jak zareagowałby Nesiv? Jak głęboko byli połączeni? Skoro wiedziała o Pierwszej Krwi i znalazła się tutaj za sprawą smoczej duszy, zapewne więź musiała być mocna.
- Przyniosłaś sporo szkód, moja zielonooka panno - powiedział Temeu, odgarniając jej z czoła rude włosy i podnosząc się. Podszedł do wylotu górskiej jaskini, w której odnalazł dziewczynę, jaskini, którą znał, choć nigdy wcześniej w niej nie był i spojrzał na nocne niebo. W tej chwili śmierć tej ludzkiej dziewczyny mogłaby bardziej zaszkodzić niż pomóc. Jej nić zdążyła już spleść się z nicią Nesiva do tego stopnia, że smok porzucił myśl o zemście. Teraz Temeu pozostawało właściwie tylko jedno.
Znów włączyć do wzoru jeszcze jedną nitkę, wyrwaną bardzo dawno temu. Swoją własną.
*

- Coś zabrało mu magię - oznajmiła Sileanka os Kossen, wychodząc z transu. Jej oczy, przed chwilą jeszcze zupełnie białe, odzyskały wreszcie swoją naturalną, szarą barwę. Odgarnęła teraz z czoła zbyt długą grzywkę w kolorze słomy i rozejrzała się dookoła. W komnacie oprócz niej znajdowali się najpotężniejsi magowie Sprzysiężenia, więc nic dziwnego, że czuła się nieco niepewnie. Śliczna Nollinae zwana Szarą, jej mąż Sokolny, Kukułeczka, wyglądająca jak młodziutka dziewczyna i wreszcie najpotężniejszy czarodziej we wszystkich siedmiu królestwach, a może nawet na świecie: Tar Jaworny, którego ciemne oczy były nieco przerażające.
Wszyscy zgromadzili się w pokoju, w którym zginął Goren i jego kochanka. Na wyraźnie życzenie magów nikt niczego tutaj nie ruszał, wyniesiono jedynie ciała. Pościel wciąż jeszcze znaczyły ślady zakrzepłej krwi.
- Co dokładnie widziałaś? - spytał Tar.
- Oboje spali. Wtedy drzwi się otworzyły i do środka ktoś wszedł. Nie wiem, kto to był, miał na sobie płaszcz i kaptur…
- Zaraz, tak po prostu sobie wszedł? - zdziwiła się Nollinae. - Przecież nikt nie naruszył zabezpieczeń. Nawet teraz zaklęcia ciągle jeszcze się nie wyczerpały w pełni.
- Tak po prostu. Zdaje się, że musiały przestać działać - wyjaśniła Silenka, a pozostali magowie wymienili znaczące spojrzenia. Właśnie dostali odpowiedzieć na pytanie, jak komuś udało się dostać w swoje ręce Myszę.
- Czyli Cienisty miał rację - westchnęła szarowłosa magini, przytulając się do męża. Tak już z nimi było. Na zmianę kłócili się i całowali. Byli wobec siebie tak złośliwi, że gdy ktoś nie znał ich dobrze, był pewien, że darzą się szczerą nienawiścią. Potrafili wrzeszczeć na siebie godzinami, rzucać talerzami o ścianę, a nawet ciskać w siebie nawzajem zaklęciami, tylko po to, żeby potem bardzo długo się przepraszać. Nie znosili, gdy musieli rozdzielić się choćby na parę godzin, wręcz żyć bez siebie nie mogli. Kukułka podejrzewała czasem, że kłócą się tylko po to, żeby potem móc się pogodzić.
- Poderżnął gardło rudowłosej - powiedziała Silenka, znów zwracając na siebie uwagę. - Potem chciał zrobić to samo z tym Gorenem, ale on się obudził. Wyciągnął rękę i chyba próbował rzucić jakieś zaklęcie… ale nie mógł.
- I wtedy oberwał nożem - dokończył Tar, marszcząc brwi. Swoją drogą dziwnym było, że napastnik zostawił w spokoju dziewczynkę śpiącą w sąsiednim pokoju. - Myślę, że wszyscy powinniśmy teraz zawsze nosić przy sobie jakąś broń, a inwestycja w porządne zamki i straż też byłaby wskazana.
Ten pomysł zdecydowanie mu się nie podobał, bo nie po to zostaje się magiem, żeby potem powierzać swoje bezpieczeństwo zwykłym ludziom i wymachiwać mieczem, ale wszystko wskazywało na to, że jeśli chcą przeżyć, muszą podjąć wszelkie środki ostrożności.
- Skoro Goren utracił magię, napastnikiem musiał być czarodziej - westchnęła Kukułeczka. Teraz nie było żadnych wątpliwości. Zdrajca znajdował się wśród magów. - W dodatku bardzo potężny.
- Owszem. Natomiast w Sprzysiężeniu przebywa zaledwie garstka naprawdę silnych czarodziejów - dokończył Tar. Zapadła niezbyt przyjemna cisza. Magowie byli kastą zamkniętą, zaś na pewnym poziomie każdy znał każdego. Mordercą mógł okazać się ich znajomy, ba, nawet najlepszy przyjaciel. Niewykluczone zresztą, że zabójca teraz przebywał w tej komnacie. Wszyscy pomyśleli o tym samym, uważnie przyglądając się pozostałym, jakby próbując zajrzeć im do głów.
- Nie, nie, nie! - warknęła nagle Nollinae, tupiąc nóżką.
- Nolly! - Sokolny popatrzył na żonę ze zdumieniem.
- No co? - prychnęła. - Przyznajcie, wszyscy myślicie o tym samym! Zastanawiacie się, czy ktoś z nas mógłby być mordercą. Do licha, nie dajmy się zwariować. Nigdy w życiu nie uwierzę, że mój mąż mógłby zrobić coś takiego. A Kukułka? Litości! Znam ją od… od wielu lat. Od kiedy chodziłyśmy do akademii w Nimenie! Już wierzę, że biega ze sztyletem w ręku! I co? Myślisz, Kukułeczko, że to mogłabym być ja? A ty, Tar?
Obrzuciła Jawornego wyzywającym spojrzeniem, jakby tylko czekała, aż ten pokaże na nią palcem i oznajmi, że to ona zabijała. Kukułka przekręciła teatralnie oczami.
- Spokojnie, Nolly. Nikogo byś nie zabiła nożem, za bardzo bałabyś się, że pobrudzisz sobie suknię.
- Przepraszam… - wtrąciła się Sileanka, przygryzając nerwowo wargę. - To nie mogłaby być Kukułka, jest na to o wiele za niska. Lady Nollinae wydaje się natomiast za drobna.
- Sokolny był tamtej nocy ze mną - zapewniła natychmiast magini. - Jeśli ktoś się upiera, mogę ze szczegółami opowiedzieć, co wtedy robiliśmy.
- Och nie, błagam, tylko nie to - jęknęła Kukułeczka z udawanym przerażeniem.
- W takim razie z tutaj obecnych jedynie ja jestem podejrzany, tak? - spytał Tar Jaworny idealnie opanowanym głosem. Jego twarz wciąż pozostawała spokojna, ale w oczach miał coś strasznego. Obie czarodziejki natychmiast zapomniały o przekomarzaniu się, do którego już uczyniły piękny wstęp. - Nie musicie odpowiadać. Jestem tu jedynym, któremu nie ufacie.
Nollinae opuściła wzrok. Ona, Sokolny i Kukułka tworzyli swojego rodzaju trio. Znali się od czasów, gdy dopiero rozpoczynali studiowanie magii. Wiele razem przeszli, wiedzieli o sobie nieomal wszystko, a o włóczędze, jaką kiedyś odbyli po całym Sprzysiężeniu tylko we trójkę, można byłoby napisać książkę. Nieco starszy od nich Goren, którego poznali właśnie podczas tej podróży, też w pewnym sensie stanowił członka tej grupy. Tak naprawdę to oni byli trzonem całej Rady Magów, zwłaszcza od czasu, gdy Aresna Yvrin zaczęła się wycofywać z polityki, Cienisty przeniósł się na stałe do Jastrzębiego Gniazda, a Erwina i Liyan zginęli. Ale Tar? Owszem, ponieważ dysponował tak ogromną potęgą i wiedzą, został niejako przyjęty do ich grona, jako ten, który podobnie jak oni w pewnym sensie kieruje Radą, podejmuje wraz z nimi najważniejsze decyzje, splata sieci misternych intryg, mających na celu utrzymanie spokoju w Sprzysiężeniu i zapewnienie magom odpowiedniej pozycji. Nigdy jednak nie był w pełni jednym z nich. Może i przewyższał ich mocą, lecz pojawił się w momencie, w którym oni byli połączeni silnymi więzami. Poznali go jako bladego nastolatka, młodego ucznia Cienistego, świetnie się zapowiadającego i mającego wszelkie zadatki do stania się potężnym czarodziejem. Kukułka już wtedy była jedną z najważniejszych osób w Radzie, Sokolny powoli zyskiwał w niej pozycję, a Nollinae właśnie otrzymała swoje miejsce. Każde z nich wyrobiło sobie renomę doskonałego maga, a ich wiek wśród zwykłych ludzi uchodziłby za starość. To oczywiste, że początkowe lekceważenie wobec Tara zamieniło się w szacunek i respekt, a na polu magii traktowali go jak równego sobie, lecz nie został ich prawdziwym przyjacielem.
Kukułeczka wpatrując się w twarz Jawornego, zrozumiała wreszcie, że choć mógł wydawać się pozbawiony emocji, zapewne czuł się urażony tym, że w pewnym sensie wciąż pozostaje na boku. Nigdy nie rozmawiali z nim tak, jak ze sobą, nie zwracali się do niego na gruncie prywatnym, a może nawet mimowolnie czasem widzieli w nim tamtego bladego nastolatka, stanowiącego jedynie dodatek do osoby Cienistego. Możliwe, że cierpiała na tym duma Tara, niewykluczone, że nawet nie tylko ona.
Czy on ma jakiś przyjaciół? - zastanowiła się mała magini, nagle zdziwiona, że nie zauważyła tego nigdy wcześniej. Tak naprawdę to nie Tar izolował się od innych. Nie mógł znaleźć towarzyszy wśród swojego pokolenia czarodziei, gdyż bił ich wszystkich na głowę. Kiedy oni dopiero kończyli wstępne szkolenie, on już zasiadł w Radzie. Miał zaledwie dwadzieścia lat, gdy był już znany w całym Sprzysiężeniu, a bardowie śpiewali o wspaniałym zwycięstwie, jakie odniósł nad czarnoksiężnikiem Elinorem. Mieli kiedyś sporo problemów z nim i jego młodszą siostrą.
Dziewanna. Kukułeczka mimowolnie wzdrygnęła się, przypominając sobie to imię, szybko jednak zepchnęła wspomnienia na skraj umysłu. W każdym razie Tar nie pasował do magów w jego wieku. Z kolei ci starsi przyjęli go do swojego grona jedynie pozornie. Z pewnością nie do końca.
- Nie oskarżamy cię - powiedziała w końcu. - Równie dobrze mógł to zrobić Chmura, skoro rozpłynął się w powietrzu, Mirral albo nawet sam Cienisty.
Ale ty też. Ty też. Jesteś dokładnie tak samo podejrzany, jak oni. Siebie jesteśmy pewni. Nie ciebie - pomyślała Kukułka, czując z tego powodu pewne wyrzuty sumienia. Nie mogła jednak pozwolić, aby poczucie winy cokolwiek zmieniło. Tar był najpotężniejszym znanym im magiem i miał w sobie mroczną stronę, którą nieraz już poznali. Nie mogli ot tak wyłączyć go z kręgu podejrzanych.
- W takim razie będzie lepiej, jeśli więcej nie będę się wtrącać. Ktoś, co do kogo nie ma całkowitej pewności, nie może badać tej sprawy - oznajmił Jaworny dumnym głosem, wpatrując się w pozostałych zimnym wzrokiem. Silenka miała ochotę schować się pod łóżkiem. Początkująca magini nie powinna być świadkiem takich rozmów.
- Nie bądź głupi - prychnęła Kukułka, odzyskując wreszcie swój zwykły rezon. - Bez twojej pomocy go nie znajdziemy, a w takim wypadku wszyscy możemy się powiesić.
- Ona ma rację - stwierdził Sokolny, stając Tarowi na drodze i nie pozwalając mu opuścić komnaty. - Kiedy Goren zginął, byłeś w swojej posiadłości, prawda? Sileanka prawdopodobnie będzie w stanie sprawdzić, czy przebywałeś tam przez całą noc.
- Wtedy zyskamy pewność - podchwyciła Nollinae. - Tar, w tej chwili nie ma czasu na urażoną dumę! Musimy trzymać się razem.
- W takim razie, na co jeszcze czekamy? - spytał mag chłodno. - Kukułko, czy będziesz tak miła, aby otworzyć portal do Wilczego Grodu? Oczywiście, zdejmę wszelkie zabezpieczenia.
Kukułeczka odetchnęła z ulgą. Wyglądało na to, że sprawa się rozwiąże, chyba…
Chyba, że właśnie wchodzili w pułapkę.
Wymieniły z Nollinae spojrzenia. Przez całe lata znajomości potrafiły nieomal czytać sobie nawzajem w myślach.
- I nie będę mogła pokazać się na dworze w mojej nowej sukience? - oburzyła się Nolly teatralnie. - Ja się nie zgadzam. Chcę wziąć udział w dzisiejszym obiedzie, Bystry nas zaprosił! Zresztą ktoś i tak musi zostać i poinformować o wszystkim Cienistego.
Tar uśmiechnął się ironicznie. Zapewne przejrzał to małe przedstawienie. Był magiem i członkiem Rady, a oni mieli wszelkie intrygi we krwi. Skinął jednak głową, jakby w ten sposób dawał swoje przyzwolenie temu małemu podstępowi. Czy to świadczyło o jego niewinności? Niekoniecznie, przecież nie mógł zmusić Nollinae, żeby także weszła do portalu. Gdyby nalegał, natychmiast zrobiliby się podejrzliwi…
Kukułka westchnęła, formułując teleport. Głowa zaczynała ją już od tego wszystkiego boleć. Jaworny położył swoją bladą dłoń, na jej drobnej, ciemnej rączce, dokładając w ten sposób do portalu nici zaklęć, które pozwalały przeniknąć przez bariery, jakimi otoczył Wilczy Gród.
- Wobec tego do zobaczenia, Nolly. Pewnie zobaczymy się wieczorem na balu u hrabiny Lilii - powiedziała mała magini, kończąc tworzenie teleportu. Po chwili znikli w nim ona, Tar, Sokolny i Silenka.
Biedna, młoda czarodziejka, wplątana w sprawy, których nie rozumie - pomyślała Nollinae, łowiąc przerażone spojrzenie dziewczyny na chwilę przed tym, jak przeszła przez portal. Pewnie nie chciała uwierzyć, że mogli podejrzewać Tara. Nie zdawała sobie sprawy z burz, które miały miejsce w głowach wszystkich obecnych oprócz niej, gdy układali dziesiątki możliwości, starając się przewidzieć każdego krok przeciwnika. Ta cała polityka czasem przypominała Nolly szachy.
Tyle, że tym razem stawką były ich życia.
Szarowłosa magini zorientowała się nagle, że została zupełnie sama w pokoju, w którym wciąż pozostawała krew Gorena. Wzdrygnęła się i szybko teleportowała.
*

Nesiv! Nesiv się przebudził!
Nehelene nie potrafiła myśleć o niczym innym, od kiedy Kyone skontaktował się z nią i opowiedział, co wydarzyło się w Valingradzie. Kazała mu natychmiast zapomnieć o baronie Jasnym, mówiąc, że prześle po Łzę kogoś innego i ścigać śmiertelniczkę, na której szyi spał Nesiv.
Spał? Nie! Nie spał i o to właśnie chodziło. To nie było zwykłe uwolnienie smoczej magii, lecz prawdziwe przebudzenie z letargu. Moc Nesiva nie została wykorzystana przez kogoś innego, lecz użyta przez niego samego. Tajemnicą pozostawało wprawdzie, dlaczego postąpił tak dziwacznie, teleportując tamtą plugawą dziewczynę poza miasto - Kyo twierdził, że złapał ślad, ale bardzo niewyraźny. No cóż, być może Nesiv jeszcze nie do końca wszystko kontrolował, nie był pewien, co w ogóle się dzieje. Zresztą to nie było ważne. Liczyło się tylko to, że jak najszybciej muszą dostać go w swoje ręce. On był najpotężniejszym z Dwunastu, a teraz jeszcze okazuje się, że jakimś cudem udało mu się nieomal zupełnie zbudzić! A gdyby było możliwe, aby to samo zrobić z pozostałymi Łzami?
Nehelene miotała się po pokoju. Z trudem powstrzymywała się przed rzuceniem się w pogoń. Kyo był młody i nierozważny, niewykluczone, że wszystko popsuje. Ta misja była zbyt ważna, aby powierzyć ją nowicjuszowi i powinna sama się nią zająć. Tyle, że najpierw należało niestety doprowadzić tutaj do końca inną sprawę.
Cóż i tak osiągnęli zdumiewające rezultaty. Nieomal wszyscy magowie z dworów królewskich zginęli, udało się także wyeliminować kilku innych, którzy mogliby sprawiać kłopoty. Nehelene żałowała, że nie dostali Tara Jawornego i Kukułki, gdyż ta dwójka wydawała się szczególnie niebezpieczna. Niszczenie zabezpieczeń dookoła wieży tego śmiesznego Myszy było niejako treningiem przed próbą zaatakowania Jawornego, lecz okazało się, że nie na darmo nosi on miano najpotężniejszego. Nie było możliwości, aby dostać się do Wilczego Grodu, a zapewne odebranie mu magii też nie byłoby takie łatwe. Mała Kukułka z kolei wciąż wymykała się im z rąk, nigdzie nie przebywając dość długo. Poza tym Kamihen, który niedawno miał okazję ją spotkać, twierdził, że zapewne próba odebrania jej magii nie powiedzie się.
Był jeszcze oczywiście Cienisty. On jednak skrywał się w Jastrzębim Gnieździe, swej legendarnej posiadłości, której położenia nikt nie znał. Niech będzie. Jego zostawią sobie na koniec. Będzie smakowitym deserem po daniu głównym. W każdym razie znacząco osłabili siły magów i teraz można było zakończyć całą sprawę, aby zająć się czymś ważniejszym.
Nehelene uśmiechnęła się do siebie. Wiedziała, że magowie będą poszukiwać odpowiedzi. Istniały też szanse, wprawdzie bardzo nikłe, że je znajdą. Dlatego też należało dać im coś, co odwróci uwagę…
Najwyższa pora uczynić z pewnej kapłanki kozła ofiarnego. Cóż, sama była sobie winna. Nie należało igrać z ogniem…


_____________________
Od autorki:
Cóż, małe opóźnienie. Spowodowane chaosem związanym z rejestracjami na studia. Kolejny rozdział również może ukazać się nie za tydzień, a za dwa tygodnie.
Dziękuję za komentarze. Obydwa. Nie, to nie ironia;) Miło wiedzieć, że opowiadanie czytają choć dwie osoby. Jestem im za to bardzo wdzięczna.
Pozdrawiam.
ML

znikajace-gwiazdy 5/07/2009 22:08:54 [Powrót] Komentuj

Andrea

brak www
data: 8/07/2009 10:29:40
c210-16.icpnet.pl
IP: 85.221.210.16
O tak, magowie są niezastąpieni. Mam tylko nadzieje, że nie zginą mimo wszystko. Szczególnie biedny Tar. nie dość, że taki samotny, to jeszcze miałby zostać zamordowany?

A Nehelene mnie przeraża, muszę to przyznać. Jest taka... zimna?

Mam nadzieję, że opanujesz ten chaos i dalej jakoś poleci:)

Pozdrawiam,
Andrea
Meritaten

brak www
data: 7/07/2009 21:44:06
d90-129-112-144.cust.tele2.pl
IP: 90.129.112.144
I wielki powrót boskich, acz nieźle przerażonych magów ;) I jak zawsze wszystko świetnie. Pozdrawiam serdecznie - Meri.